Śnieżka – królowa gór

  • by

Końcówka lutego 2020. Ola i Daniel pragną znaleźć śnieg, nieobecny w północnej Polsce
przez całą zimę. Karpacz wita deszczem, a oni idą wyżej.
Na szczycie odczuwalna temperatura -28 stopni Celsjusza i zaspy po pas.
Zima uratowana, rzęsy oderwane, broda zamarznięta.

Po udanym ataku na szczyt, w schronisku.

Mamy ogromny szacunek do gór. Nasze wyprawy górskie zawsze planujemy zdecydowanie wcześniej, czytamy o trudnych “czujnych” momentach. Nie opieramy się jedynie na aplikacjach i telefonie, zabieramy mapę, aby nie zgubić drogi. W przeciwieństwie do jazdy na rowerze pomyłka w górach może dużo kosztować. Zapasy jedzenia i picia – obowiązkowo. Uważam, że turystyka górska jest dla nas znana…
ale nie zimowa…

Śnieżka to był pierwszy szczyt, który chcieliśmy zdobyć w warunkach zimowych. Rozmowy ze znajomymi, youtube. parę artykułów na temat innych niż znane nam okoliczności zdobywania gór. Jesteśmy śniegowymi amatorami, ale wiemy, że:

  • Należy ubrać się na cebulkę. Kilka warstw pomoże dopasować się do zmieniającej się temperatury i rozgrzanego ciała.
  • Wysoko, na Śnieżce, jest lód – bierzemy raczki.
  • Termos ciepłej herbaty – zabrany. Dodatkowo bierzemy kuchenkę turystyczną – z pewnością ugotujemy sobie wodę, gdy termos zostanie opróżniony.
  • Znajomość trasy – jasna sprawa, ruszamy z Karpacza, Sowia Przełęcz, następnie schronisko Jelenka po czeskiej stronie i atakujemy szczyt.
    Na spokojnie zejdziemy sobie do Domu Śląskiego, a jak będziemy chcieli, to zajdziemy do Świątyni Wang.
  • Mówią, że na szczycie może wiać. Ale co to dla nas! Mieszkamy nad morzem, wiemy, co to mocny wiatr!

No cóż… jesteśmy gotowi. Pobudka o 5 rano i ruszamy. Czołówki na głowę. Początek trasy w porannych ciemnościach. Ale wraz z wychodzącym Słońcem zauważamy piękno. Piękno, które zawdzięczamy śniegowi – tak się złożyło, że spadł w nocy poprzedzającej naszą wyprawę na Śnieżkę.

Pruszy śnieg, nie jest zimno, idzie się naprawdę super! Te zimowe wędrówki mogą być przyjemniejsze niż myśleliśmy. Jesteśmy ambitni, i gdzieś pomiędzy zdjęciem, rozmową i zachwytem, nagrywamy filmik o ciekawostkach dotyczących Śnieżki – na końcu artykułu link do youtube.
Jakie było nasze zdziwienie, gdy co chwilę mijaliśmy miejsca odpoczynku przygotowe dla takich jak my:)

Ale czym wyżej, tym wieje mocniej i śniegu co raz więcej. Dajemy radę! Chwila odpoczynku i ciepła herbata – jest siła, jest moc. Gdy śnieg jest
na wysokości kostek i więcej i więcej, a wiatr utrudnia rozmowy robi się odrobinę mniej przyjemnie. Sowia Przełęcz daje nam do zrozumienia,
że co prawda już nie tak daleko, ale będzie cięzko. Może tylko tam tak nawiało…

Docieramy do schroniska Jelenka. Przed budynkiem jakiś mężczyzna zamiata śnieg i informuje nas, ze śmiesznym czeskim akcentem, że zamknięte. Sprawdzamy zegarki, jest 9:55, napis na drzwiach, co prawda po czesku, ale nie trudny do odczytania – czynne od 10:00. No to czekamy… Ta narzucona chwila odpoczynku, na zewnątrz, pozwala bardziej zrozumieć okoliczności w jakich się znaleźliśmy. Szlaki zawiane, wiatr zaczyna hulać, ale nie urywa głów, a my już nie mamy herbaty. Kuchenka turystyczna też się nie przyda – w tych warunkach musielibyśmy zbudować iglo, aby zasłonić płomień. Wybija 10:00, wchodzimy do schroniska, suszymy co możemy wysuszyć, pijemy ciepły napój i oczywiście, pełni radości, nagrywamy kolejną scenkę do filmiku. Po tych wszystkich fascynujących czynnościach wychodzimy – główny atak na szczyt rozpoczęty.

Schronisko Jelenka

Humory poprawia nam dwójka mężczyzn, którzy bez koszulek, jedynie w krótkich w spodenkach, wyprzedzają nas w zaspach. I tak idziemy za nimi dobre 20 minut – wracają. Zrezygnowali. Ich ciała czerwone od mrozu, a miny… W każdym razie my idziemy dalej. Nadal jest przyjemnie, wiatr nie wieje aż tak mocno, a śnieg, chociaż juz po łydki, to nie przeszkadza. Nauczyliśmy się jak chodzić w takich warunkach. Po pokananiu kolejnej części trasy i wyjściu z osłony kosodrzewiny, dowiadujemy się czym jest mocny wiatr. Wiatr, który utrudnia przełykanie wody, oddychanie, o rozmowie nie wspominając. Musimy zdecydować, mamy chwilę wachania, czy wracać, czy kontynuować podejście. Oceniamy naszą sytuację na tyle dobrze, że możemy iść dalej. I rzeczywiście, porywu wiatru nie są do zniesienia, jednakże jedynie porywy. Wiatr, który wieje cały czas przyzwyczaja się do nas, a my do niego. Powoli zaczynamy żyć w zgodzie… Z kolejną przeszkodzą przychodzą zaspy. A na to gotowi nie byliśmy. Mieliśmy raczki… ale to na lód, a nie na śnieg po pas. Kilkudziesięcio metrową odległość pokonujemy w kilkanaście minut. Nie widzimy szczytu do samego końca. Czasami mamy wątpliwości, czy w ogóle idziemy w dobrym kierunku. Ale idziemy cały czas pod górę, a Śnieżka to jedyna góra w okolicy. Musi być dobrze 🙂

Nagle pojawiają sie charakterystyczne budowle na Śnieżce – ZROBILIŚMY TO. ZDOBYLIŚMY ŚNIEŻKĘ ZIMĄ. I to nie od Domu Śląskiego, jak robi to większość. Nasza radość trwa chwilę, ponieważ temperatura (jak później się okazało odczuwalne było – 28 stopni Celsjusza) oraz wiatr
w parze z zamkniętymi wszelkimi obiektami na szczycie narzucają nam natychmiastowe zejście.

Śnieżka zimą zdobyta 🙂

No i zaczęło się. Dopiero po polskiej stronie, gdy schodziliśmy przy łańcuchach, doznaliśmy prawdziwej siły wiatru na Śnieżce. Myślę, że gdyby tak hulał wiatr od początku naszej wyprawy to by się nam nie udało, zawrócilibyśmy z pewnością. Mocny wiatr i silny mróz zamroziły moją brodę, a Ola… Oli zamarzło oko… W szczególe to brwi pokryły się warstwą lodu. Po którymś już schodku zobaczyłem Olę, która trzymając kawałek lodu z czymś czarnym powiedziała:

Musiałam to zrobić. Wyrwałam kilka rzęs, bo nie mogłam już otwierać oczu,
lód za bardzo mi przeszkadzał.

Doszliśmy do Domu Śląskiego, napiliśmy się czegoś ciepłego i zjedliśmy niejadalne jedzenie. Powrót, po zejściu ze Śnieżki, nie był możliwy, przynajmniej nie taki jak zakładaliśmy. Ruszyliśmy w dół, a następnie zjechaliśmy kolejką do Karpacza. Najgorzej i zarazem najlepiej wydane
50 złotych – wiatr z lodem tak mocno uderzał nas w twarz, że nic nie widzieliśmy przez 3/4 jazdy. Jednak zyskaliśmy sporo czasu oraz sił. Jeszcze długo przed zmrokiem zawitaliśmy do Karpacza. Zmęczenie odczuliśmy dopiero wieczorem, gdy zeszła z nas cała adrenalina i emocje.

KOLEJNY RAZ POZNALIŚMY SIEBIE NA NOWO. BYŁO SUPER!

Jeżeli masz ochotę poznać ciekowostki o Śnieżce oraz sprawdzić jak wchodziliśmy na ten szczyt
zapraszamy na youtube!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *