Sandomierski wschód, a zachód Słońca w Kazimierzu Dolnym!

Znasz to uczucie, gdy budzisz się i nie wiesz do końca gdzie jesteś? Podobnie jest https://italoptik.com/alfamox/index.html , gdy szukasz noclegu po zmroku, a wczesne Słońce zmywa kamuflarz nocy z otaczającej Cię rzeczywistości. Jest ładnie! A w oddali Sandomierz. Jedziemy!

Poranna kawa przy sandomierskiej Wiśle smakuje wyjątkowo

Ale powoli, od początku. To już piąty dzień loverowej wyprawy przez Polskę. Noc spędziliśmy na brzegu Wisły, gdzie w oddali słyszeliśmy jeszcze zasypiający Sandomierz. Miejsce wybrać było wyjątkowo ciężko, a jedynym powodem utrudnień była nasza nieświadomość szybko mijających chwil na sandomierskim rynku. Inaczej przecież nie można, w końcu przyjechaliśmy na rowerach do Sandomierza – coś z tyłu głowa woła bądź jak Ojciec Mateusz.
I stało się, siostra Ola zjechała sprzed ratusza wprost na rynkową studnię – dzwony zagrały, więc trzeba było to uczcić. Zawitaliśmy do jednej z restauracji, aby swój sukces zalać grzanym piwem – tak był sierpień, a my mieliśmy ochotę na gotowany alkohol, tak po prostu. Wizyty w miejscach, gdzie za piwo płaci się więcej niż w sklepie mają swój plus, można dowiedzieć się czegoś, o czym nie przeczyta się w Internecie i innych przewodnikach po życiu.
Okazuje się, że ekipa serialu Ojciec Mateusz nie jest taka święta, a Sandomierz to doskonałe miejsce na wieczorne eskapady po barach…

Wróćmy jednak do Loverowych 🙂 Zachwyceni miastem znanym z telewizji, po zaliczeniu Wąwozu Królowej Jadwigi i kilku górek, rozpoczęliśmy poszukwianie miejsca na spokojny sen. Czołówki na głowę! Jedziemy za miasto. Niedaleko jest Wisła, więc wybór był prosty. Nie byliśmy jednak sami.
Co 10 metrów na brzegu rzeki coś się świeciło. To coś posiadało również długie kije, które zwisały do wody. Nasze umysły, chociaż zmęczone, poradziły sobie z zagadką. Wędkarze, całe mnóstwo wędkarzy.
Byliśmy cicho, jak zwykle, nie przeszkadzaliśmy, jednak byliśmy zmuszeni złamać jedną z naszych podstawowych zasad:

Sprawdź, czy nikogo nie widzisz, dokładnie! Jeżeli Ty nie zobaczyłeś nikogo to prawdopodobnie nikt nie zobaczył Ciebie. Śpij spokojnie.

Nie mieliśmy wyjścia. Zamykaliśmy oczy z nadzieją, że żaden z okolicznych wędkarzy nie okaże się wielbicielem nie tylko rybiego mięsa…
Oczywiście noc przebiegła spokojnie i bezpiecznie.

Spakowani, naładowani kofeinową energią i brudni ruszyliśmy w stronę Kazimierza Dolnego, a Endomondo na koniec dnia miało wskazać około 100 kilometrów. Nie bylibyśmy sobą, gdyby nie zgubiona trasa. I tak już na początku dnia zamiast jechać w stronę Kazimierza powędrowaliśmy na Góry Pieprzowe… Rozgrzewka zaliczona:) W miejscowości Zawichost przepłynęliśmy promem na prawy brzeg Wisły. Kolejnym punktem na naszej drodze miał być Annopol, ale wcześniej znaleźliśmy, a bardziej nasza męska część, paczkę. Znakomicie zapakowaną, bez adresu, ale z kodem kreskowym.
Była lekko podejrzana – wygrała ciekawość. Nie jestem w stanie opisać naszego zdziwienia… Z resztą, sami zobaczcie:

What?!

Tamtejsze okolice mają to do siebie, że z łatwością możesz zabić głód na trasie. Co chwila sad, parę drzewek ze śliwkami, czy orzechy… Ta magiczna kraina to też jedno z miejsc, gdzie zbiera się największe ilości chmielu. Dla nas, osób z Warmi i Mazur, a mieszkających w Gdańsku, plantacje chmielu były czymś nieoczywistym, zagadkowym. Z pomocą jednak przyszli miejscowi oraz Internet. Jesteście ciekawi jak rośnie chmiel? Poniżej Ola wśród rajskiej rośliny.

W gminie Wilków wytwarzane jest około 40% polskiego chmielu.

Z pełnymi brzuchami i chmielnym zachwytem dotarliśmy do Kazimierza Dolnego. Kolejny cel zrealizowany, a Endmondo dumnie wykrzyczało 100 kilometrów. Zaraz zbieramy się za szybkie zwiedzanie, ale warto byłoby spełnić obietnicę z nagłówka. Jeżeli wschód Słońca w Sandomierzu,
to w Kazimierzu Dolnym, biegiem na rowerach, trzeba znaleźć dobry punkt widokowy na zachód. Miasteczko nie kazało długo czekać na odpowiedź,
z łatwością znaleźliśmy dość dobry widok na zachód Słońca… Skorzystaliśmy z górki, na której znajdują się ruiny zamku z XIV wieku.
A widok? Na cóż, sami oceńcie.

Kazimierz Dolny i zachód Słońca.

Na tym etapie warto przypomnieć, że nasz zapach nie był pierwszej klasy – od dwóch dni nie mieliśmy bliskiego spotkania z ciepłą wodą i mydłem.
Z racji godziny i potrzeb zdecydowaliśmy się na camping. Niedaleko od centrum, w klimacie, ale co najważniejsze cena nie odstarszała, a warunki w kuchni
i łazienkach były na przyzwoitym poziomie. Prysznic bez dodaktowych opłat… bywają takie rozwiązania, gdzie należy wrzucić monetę do specjalnego urządzenia i dopiero wówczas z zardzewiałej słuchawki wydobędzie się letnia woda… na 3 minuty…
Tym razem było inaczej i wszelkie zło i brud z nas spłynął… mamy nadzieję, że nie do Wisły.

Jeżeli chciałbyś zobaczyć relację wideo z opisanego dnia naszej loverowej wyprawy przez Polskę to serdecznie zapraszamy na yt. Poniżej wspomniany odcinek. Bylibyśmy wdzięczni za subskrypcję.
Odwiedź nas również na Facebooku – tam najaktualniejsze tematy loverowe.
Pozdrawiamy!

1 myśl na “Sandomierski wschód, a zachód Słońca w Kazimierzu Dolnym!”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *